azyl.damian@gmail.com

azyl.biegacza

Azyl-Biegacza.pl

Miejsce dla Ciebie

"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” Albert Einstein.

 

Pamiętam jak na początku 2019 roku postanowiłem, że skupiam się tylko i wyłącznie na bieganiu długich dystansów w tym w szczególności ultra. Nie ukrywam, że wiąże z tym poważne plany i mam kilka celów, które osiągnę, ale o tym napiszę innego dnia. Dzisiaj chciałbym skupić się na błędach, które popełniłem w 2019 roku podczas zawodów.

W tymże roku wystartowałem w swoich pierwszych maratonach i jednym biegu na 72 km. Dzień przed maratonem w Gdańsku(14.04.2019r.) spędziłem na łażeniu po Trójmieście i zrobiłem kilkanaście kilometrów przy okazji nie zjadłem prawie nic i byłem zmęczony całym dniem. Nie było to, co prawda z mojej winy, ale nie zmienia to faktu, że cała ta sytuacja bardzo mnie zmęczyła fizycznie i psychicznie, bo czułem, że straciłem szansę na wynik, który chciałem osiągnąć. Przegrałem bieg przed samym startem i osiągnąłem wynik 3 godziny i 9 minut, co było znacznie poniżej oczekiwań. Po 10 km biegu zmagałem się z problemami żołądkowymi i cały bieg był dla mnie katorgą. Na szczęście nie poddałem się i 20.10.2019 r wystartowałem w maratonie w Poznaniu. Tam z kolei byłem wypoczęty i zjadłem odpowiedni posiłek, który nie zaszkodził mi w trakcie biegu. Mimo że miałem problem z kolanem, to moje nastawienie było cholernie pozytywne, bo czułem, że zrobiłem wszystko jak należy i byłem spokojny. Do 25 km wszystko szło zgodnie z planem i biegłem a wynik 2:50:00, ale niestety odezwało się kolano i zacząłem kuśtykać. Nie przejąłem się jednak tym, bo  liczyłem się z tym, że tak może się wydarzyć i po prostu zwolniłem z planem zejścia poniżej 3 godzin. Udało się osiągnąć czas 2:57:36. Nie poddałem się po pierwszym niepowodzeniu, przeanalizowałem swoje błędy, wyciągnąłem wnioski i wprowadziłem zmiany. Dzięki temu udało się poprawić. Niestety tym razem sytuacja losowa i kontuzja przeszkodziły w osiągnięciu czasu, ale mimo wszystko wiedziałem, że jestem przygotowany właściwie. Może jeszcze wystartuje w maratonie i zrobię czas, jaki planowałem.

Teraz przejdźmy do pierwszego startu w ultra. 1 czerwca 2019 roku wystartowałem w Rykowisku na dystansie 72 km. Czułem się przygotowany dobrze, ale nie wiedziałem, jak się zachowam na takim dystansie. Do około 40 km byłem na drugim miejscu, ale wiedziałem, że zbliżam się do progu, którego nie przeskoczę. I od 50 km przez te ostatnie 22 km na przemian biegłem i maszerowałem, z okropnym bólem w ramieniu, który odczuwałem przy każdym oddechu(a głębszego bałem się brać). Mój czas 7 godzin 55 minut. Porównując do 3 miejsca na tym samym dystansie z tego roku ktoś by powiedział, ze nie ma dużej różnicy. Jednak jest i to ogromna. W tym roku trasa była typowo górska, a z tym przygotowaniem rok temu zszedłbym grubo poniżej 7 godzin. Co jednak zawiodło rok temu? Sprawa wydaje się prosta i związana z brakiem doświadczenia. Po trzech godzinach biegu w terenie wypiłem może pół litra wody i nie zjadłem nic. Bałem się problemów żołądkowych i myślałem, że robię dobrze. Okazało się jednak, że zbrakło paliwa. W związku z tym na długich wybieganiach wprowadziłem do treningu element picia i jedzenia w trakcie biegu. Nawet jeśli wydaje mi się, że nie potrzebuję płynów to staram się je pobierać. Dzięki temu nie tylko nauczyłem się dostarczać organizmowi tego, co potrzebuję, ale również pozbyłem się problemów żołądkowych, które wielokrotnie miałem. 

Szczęśliwie mam jasno sprecyzowane cele, do których będę dążył i niepowodzenia nie są w stanie mnie zniechęcić. Z kolei z błędów można nauczyć się najwięcej. Gorzej jak wciąż i wciąż robiłbym to samo i liczył na to, że jakimś cudem niepowodzenie zmieni się w sukces. 

Cały czas trzeba dążyć do celu w związku z tym widzimy się, gdzieś na trasie :)

 

 

 

 
 
 

 

Nauka na błędach

03 września 2020
Motywacja do treningu. Motywacja do dzialania