azyl.damian@gmail.com

azyl.biegacza

Azyl-Biegacza.pl

Miejsce dla Ciebie

Historia umierającego biegacza - oryginał https://www.youtube.com/watch?v=aCH2lGqf0DY

Poniżej zapis rozmowy. Częściowo spłyciłem jego wypowiedź, częściowo przetłumaczyłem inaczej, ale nie zmieniłem sensu wypowiedzi.

 

Diagnoza

 

Kiedy pierwszy raz odwiedziłem lekarza, naprawdę nie miałem pojęcia, co mi może dolegać. Kazał mi zrobić badania krwi tzw. PSA i każdy mężczyzna ma te PSA i powinno one wynosić w normie między 1 a 3. Mój tata miał raka prostaty i był on uleczalny. Jego najwyższy wynik PSA wynosił 12. Kiedy ja przyszedłem do lekarza, żeby poznać wyniki okazało się, że wartość PSA w mojej krwi wynosiła 342. Rak prostaty jako rak nie ma tak naprawdę wielu efektów ubocznych na początku. To coś w środku, co tak naprawdę jest głównie używane podczas seksu. Nie umierasz od raka prostaty, ale umierasz dlatego, że on szybko przenosi się na inne narządy. W moim przypadku przeskok nastąpił na klatkę piersiową i kiedy już ten rak znajdzie się na innym organie wewnętrznym to wiesz, że już będzie rozprzestrzeniał się dalej. Dlatego jest tak strasznym zabójcą, bo ludzie nie wiedzą o tym, że go mają. Wtedy rozpoczęła się u mnie seria skanów, biopsji i innych testów, co zajęło około 2 miesięcy, aż do sądnego dnia, w którym stanąłem naprzeciwko urologa w szpitalu, który spojrzał na mnie i powiedział „Przykro mi, ale najprawdopodobniej przeżyje Pan jeszcze 2 lata, na pewno nie 10, ale jak będzie miał Pan szczęście to może 3 lub 4”.

 

Rodzina

 

Pierwsze co zrobiliśmy razem z żoną to zalaliśmy się łzami. Było to ogólnie coś, czego nigdy bym się nie spodziewał. Mówienie swojemu ojcu, że prawdopodobnie umrze się na długo przed nim, nie jest fajne. Nikt nie chcę wiedzieć, że jego dzieci umrą szybciej. Mój tata miał wtedy 83 lata, więc mówienie mu o tym, nie było ciekawym doświadczeniem dla żadnego z nas. Musiałem mu i mojemu bratu powiedzieć, że mam ciężko sprawę, jak powiedzieć to moim dzieciom, które w tamtym czasie miały 9, 14 i 16 lat. Mój najmłodszy, który jest harcerzem, uczestniczył w normalnym nabożeństwie kościelnym, po czym wróciliśmy do domu, usiedliśmy i powiedziałem wszystkim, i w zasadzie każde z nas wybuchło płaczem. Moja córka miała jeszcze tego dnia mecz piłki nożnej i stwierdziłem, że nie możemy załamywać się tym, co się stało. Musimy żyć jak do tej pory, cieszyć się każdymi chwilami i nie przejmować tym, co może zdarzyć się jutro. Po całym dniu, gdy położyłem się do łóżka uświadomiłem sobie, że nie mogę śnić. Wszyscy śnimy, marzymy, mimo iż często tych snów nie pamiętamy. Wszystkie te nadzieje, Twoja córka wychodząca za mąż, zostajesz dziadkiem, Twój 9-latek ma 16, potem 18 urodziny. Wszystko to znika, cała ta radość z chociażby przeprowadzenie dzieci do ich pierwszych mieszkań. Zatem wszystkie te marzenia, te życiowe nadzieje jak myślałem zniknęły. I pamiętam, że przez pierwsze dwa dni zamartwiałem się nad tym, czego już nie zobaczę, czego nie będę miał. Kolejny miesiąc albo dwa zastanawiał się, jak poradzi sobie moja rodzina. Moja żona nie brała ze mną ślubu, żeby być samą. Wiecie nie jestem seksistą, ale zastanawiałem się jak poradzi sobie w domowych czynnościach takich jak zmiana żarówki, odetkanie rur, zabranie samochodu na warsztat, przycinanie trawy w ogródku. Rozumiecie? Kiedy w nocy słyszysz hałasy, to ja powinien być tym, który zejdzie na dół i sprawdzi, co się dzieje. Teraz ona będzie musiała zajmować się tym wszystkim. Jeśli kogoś naprawdę kochasz to jest to wszystko trudne.

 

Na przekór

 

Na około 4 dni przed chemioterapią wyszedłem pobiegać i biegałem cały we łzach, bo myślałem, że nawet już nigdy nie pobiegam. Takie myśli przechodziły przez moją głowę. Przed sobą miałem rok leczenia: chemioterapia, radioterapia, leki i wtedy jeśli lekarze mieli rację umrę w ciągu kolejnych dwóch lat. We wtorek miałem pierwszą chemioterapię. Byli tam ludzi, którzy przechodzili przez to po raz piąty, szósty lub dziesiąty. Wszyscy wyglądali jak śmierć. No wiecie. Nikt się nie uśmiechał, to naprawdę straszne miejsce. Wróciłem do domu i zrobiłem to, co myślałem, że robią ludzie po chemioterapii. Wyszedłem z samochodu na podjazd i usiadłem na krześle. Żona kupiła mi obiad. Zjadłem to uczucie nieszczęścia i poszedłem do łóżka. Chemioterapia jest dokładnie tym, czym myślisz, że jest. Czujesz się po prostu chory. Twoje paznokcie pękają, język staje się czarny, włosy wypadają. Rak prostaty i leczenie odbierają Ci tak wiele. Odbierają Ci Twoje marzenia, rzeczy takie jak seks. Możesz nigdy nie uprawiać seksu. Pomyśl, że jestem normalnym facetem i lubię seks tak jak większość ludzi, a już nigdy go nie zaznam ponownie. Przestajesz się czuć już mężczyzną. To był decydujący moment i mogłem albo się poddać i pić każdego wieczora Jacka Danielsa albo mogłem wstać i wciąż żyć.

 

Bieganie

 

Był zimny, styczniowy dzień. Spojrzałem za okno i powiedziałem do żony, że idę biegać i pokonałem 3 mile. Był to powolny bieg, było strasznie i czułem się chory. Wróciłem całkowicie zdruzgotany, ale podniecony. Biegałem za każdym razem coraz dłużej i coraz dalej, ale nigdy za daleko od domu i zawsze miałem plecak z telefonem, ubraniami i jedzeniem i danymi kontaktowymi na wypadek gdybym gdzieś zasłabł. Po około 4 tygodniach chemioterapii odwiedziłem lekarza i wyjaśniłem mu, że zapisałem się na Brigthon maraton rok wcześniej, kiedy byłem jeszcze zdrowy i chciałbym w nim pobiec. Kategorycznie mi zabronił, bo nikt podczas chemioterapii nie powinien podejmować się takiego wysiłku. Z drugiej strony zaśmiał się i powiedział, że to nie znaczy, że skoro nikt się tego nie podjął to tak być musi, bo przecież w końcu biegam i czuje się w miarę dobrze. W związku z tym kontynuowałem przygotowania. Muszę przyznać, że czasami było ponuro. Pamiętam uczucie takie jak agonia, jak chciałem się poddać wielokrotnie, ale wizualizowałem sobie przekroczenie przeze mnie mety maratonu. W 13 tygodniu chemioterapii postawiłem swoją stopę na starcie maratonu razem ze swoim przyjacielem Jimem. Był moją przyzwoitką i udało nam się. Ukończyliśmy maraton w 4 godziny i 36 minut. Było to o około 50 minut wolniej niż rok wcześniej. Nie wiem czy było to wynikiem chemioterapii, czy tego, że byłem o rok starszy(śmiech). Dzień później pewna pani spytała, czy nie chciałbym wziąć udziału w londyńskim maratonie, bo ona była w stanie mi załatwić wejściówkę. Zgodziłem się szczęśliwy i dwa tygodnie później pobiegłem maraton w 4 godziny i 26 minut, więc o 12 minut szybciej niż w Brighton. Następnie spotkałem się ze swoim lekarzem i gdy pokazałem mu dwa medale, to o mało co nie spadł z krzesła.

 

Kolejne wyzwania

 

Tego wieczora postanowiłem, że spróbuję czegoś innego. Jest taki bieg o nazwie Marathon des Sables. W skrócie jest to maraton w niedziele, maraton w poniedziałek, maraton we wtorek, podwójny maraton w środę, maraton w piątek i półmaraton w sobotę na Saharze niosąc ze sobą wszystko na plecach przez piaskowe wydmy. Niektórzy twierdzą, że jest to jeden z najcięższych biegów na świecie. Miało się to odbyć za rok, czyli za połowę życia, która mi pozostała. Musiałem się przygotować. Przebiegłem mnóstwo biegów w Anglii, ale miałem problemy z lekami, przez które trafiłem do szpitala. Mimo wszystko udało mi się wsiąść do samolotu do Maroko, żeby rozpocząć Marathon des Sables. Miałem do przebiegnięcia podwójny maraton. Moje ramiona krwawiły, miałem ogromne pęcherze na moich stopach. Nie sądziłem, że jestem w stanie to kontynuować, tonąłem we łzach. Wtedy przypomniałem sobie o ludziach, którzy mnie sponsorują, wszystkich którzy mnie wspierają, lekarzach, przyjaciołach, rodzinie, trenerowi. Pomyślałem, że jeśli zrezygnuję teraz to udowodnię, że jeśli jest źle trzeba się poddać, ale tak nie jest. Musiałem przeć naprzód i ukończyłem ten dzień i potem resztę tygodnia. Wróciłem do domu i wiedziałem, że otrzymałem kolejny rok w darze. Musiałem mieć jakiś cel na cały rok. Za każdym razem kiedy coś szło nie tak w Twoim życiu to się na tym skupiasz, co ważne. Chemioterapia nie była już tylko po to, żebym przeżył tylko dwa lata. Teraz chemioterapia miała inny cel. Wszystko to miało na celu dostać się na kolejny bieg. Więc wróciłem i przebiegłem Marathon des Sables w 2017 roku. Potem ukończyłem biegi na Islandii, w Kambodży, w Albanii, w Jordanii. Ukończyłem Marathon des Sables w 2018 i w 2019 roku. Wydaje mi się, że jestem jedyną osobą z rakiem typu T4, która ukończyła ten bieg czterokrotnie. Dla mnie była to walka rok w rok. Ten wyścig oznacza, że przeżyłem kolejny rok, którego nie powinienem. Przyszedł kwiecień 2020 i maraton został odwołany. Jednak trenowałem ciężko i byłem gotowy go ukończyć i zastanawiałem się, co zrobić.

 

Dodatkowy cel

 

Udało mi się zebrać pieniądze na walkę z rakiem prostaty. Odkąd u mnie go zdiagnozowano prawdopodobnie udało się uzbierać około 250 tysięcy funtów. Wydaje mi się, że potrzebują tych pieniędzy teraz bardziej niż kiedykolwiek. Zdecydowałem pobiec w moim ogrodzie dystans równorzędny Marathon des Sables i uzbierałem 33 tysiące funtów w dwa tygodnie. Była to okazja do przesłania mojej wiadomości w świat. Mężczyzna umiera co 45 minut. Pomyśl o tym, że po połowie meczu piłki nożnej ktoś umiera na raka prostaty. Rak jest zabójcą. Sprawdź czy nie jesteś w grupie ryzyka i badaj się. Sprawdzaj się i nawet jeśli lekarz nie chcę zrobić Ci testów, zmuś go do tego. Poczytaj o objawach i ich nie lekceważ. Kiedy zostałem zdiagnozowany, szedłem do pracy przez Trafalgar Square, gdzie mają swoje miejsce artyści uliczni. Było wcześnie rano i na chodniku leżały jakieś rzeczy artysty, na których było napisane „Masz tylko dwa życia i drugie zaczyna się wtedy, kiedy zdasz sobie sprawę, że masz tylko jedno”. Przeszedłem obok, zatrzymałem się i wróciłem by przeczytać to raz jeszcze. I to było właśnie to. Zrozumiałem, że mam właśnie jedno życie, więc bieganie każdego dnia jest jedną z tych rzeczy, która powala mi iść naprzód. Gdy mam jakieś smutniejsze myśli, to szybko zaczynam zastanawiać się nad tym, gdzie będę biegał jutro. Śmierć już mnie tak nie obchodzi. Tak naprawdę jestem zaszczycony, że przeżyłem 3 i pół roku więcej niż powinienem. Jestem szczęściarzem i czemu miałbym być zdenerwowany, skoro otrzymałem bonusowy czas. Jeśli ktoś by mi powiedział, że jutro będzie koniec to oczywiście, będzie mi smutno, ale nie będę wkurzony. Nie mogę być skoro otrzymałem ponad 3 lata niesamowitych doświadczeń.

Opowieść umierającego

22 stycznia 2021