azyl.damian@gmail.com

azyl.biegacza

Azyl-Biegacza.pl

Miejsce dla Ciebie

9 maja 2021 roku z rana wyjechaliśmy do Olsztyna, aby spróbować swoich sił na Głównym Szlaku Warmińskim(odcinek 50 km Olsztyn – parking nad Łyną). Razem z Olą i jej tatą trafiliśmy na miejsce startowe przy Wysokiej Bramie na Starym Mieście. Sprawdziliśmy, czy wszystko mam na sobie i po 8:40 wystartowałem. Plan na bieg był taki, że na spokojnie mam ukończyć trasę z czasem poniżej 4 godzin, gdyż celowałem w najlepszy czas kategorii Unsupported. Patrząc na to, że miałem utrzymywać tempo spokojnego biegu, wydawało się to do zrobienia.
 

Pierwsze 10 km było najtrudniejszych z kilku powodów. Przede wszystkim uczyłem się nawigować zgodnie z wgraną trasą w zegarku. O ile po wbiegnięciu do kompleksów leśnych i parkowych bardzo pomagały oznaczenia czerwonego szlaku na drzewach, czy też przydrożnych słupkach, to od Wysokiej Bramy przez pierwsze 800 m nie byłem pewny, czy wybrałem dobry chodnik, dobrą ścieżkę, czy też dobre schody. Był to dla mnie niepotrzebny stres, bo nie chciałem ukończyć całości i na końcu dowiedzieć się, że się zakręciłem. Na szczęście do tego nie doszło, chociaż z tego wszystkiego trzymałem mocne tempo na początku, co było akurat niepotrzebne, bo od początku miałem jasne założenia. Po drugie Pierwsze kilometry to ciągły bieg góra-dół. Muszę przyznać, że nie jestem przyzwyczajony do takiego bieganie, bo niestety mam jedną górkę u siebie w miejscowości, po której często biegam, ale nie jest ona zbyt wysoko i chyba muszę zacząć robić treningi podbiegów wyjeżdżając gdzieś dalej. Muszę przyznać, że podbiegi dały mi się w kość tym bardziej, że z tego całego zamieszania związanego z nawigowaniem cały czas biegłem za szybko w granicach 4:20-4:35, gdzie docelowe tempo mogło być nawet 4:50.

 

Po 15 kilometrze odniosłem wrażenie, że trasa bardziej się wyrównała. Jeśli były jakieś górki to już tak ich nie odczuwałem. Dopiero na 29 kilometrze teren znowu zaczął się wznosić przez około 2 kilometry, ale utrzymywałem spokojne tempo bez większego problemu. Podbieg, który szczególnie dał mi się jeszcze we znaki i go dobrze zapamiętałem, był około 46 kilometra, kiedy to zarośniętą już trochę drogą, która kręciła się cały czas do góry, dała mi się we znaki. Ostatnie kilometry to już czułem, że musiałby mnie chyba siłą ktoś zatrzymać, żeby się nie udało. Osobiście podczas biegu zajmuję głowę kalkulacjami, więc cały czas wiedziałem, ile mam zapasu, jak szybko mogę biec. :P

 

Na mecie czekał już mój wspaniały fotograf i razem cieszyliśmy się z osiągnięcia zakładanego celu. Na końcu jeszcze usłyszałem: „Nie wyglądasz na zmęczonego”. Tak to doceniono mój wynik. Oczywiście się śmieje, bo wiem, że Ola cieszy się razem ze mną i zawsze mogę na nią liczyć. Z pewnością byłem zmęczony. Z resztą świadczy o tym fakt, że następnego dnia czuł zakwaszenie nóg.

 

Teraz chciałbym jeszcze omówić samą trasę. Grzegorz Baran, który stworzył to wyzwanie, naprawdę zrobił kawał dobrej roboty. Gdyby nie jego inicjatywa to nie wiedziałbym, że w tych okolicach są takie kolorowe i spokojne miejsca. Mieszkańcy Olsztyna mają naprawdę świetne trasy biegowe i rowerowe dookoła i gdybym był jednym z nich to miałbym, gdzie trenować podbiegi. :P

 

Oczywiście poza podbiegami są tam liczne trasy spacerowe, biegłem wokół kilku jezior, które zachęcają swoimi plażami do odpoczynku i spędzania tam czasu. Szczególnie zapadła mi w pamięci jezioro Limajno i miejscowość na jej zachodnim i północnym brzegu. Kto wie, może kiedyś odwiedzę te miejsca w ramach aktywnego wypoczynku nad jeziorem. W końcu hotele otworzyli. Nawet gdyby się nie udało, to muszę przyznać, że warto poznawać te polskie szlaki, ale jeśli chodzi o Główny Szlak Warmiński to mam w planach sprawdzić go w całości.

 

Powoli do przodu.

Relacja z FKT GSzW :)

14 maja 2021